Okryta złą sławą od czasu debiutu na Wersalskich salonach po współczesną kulturę masową, ikona rozpusty i przepychu, w świadomości zbiorowej darzona wszystkimi uczuciami oprócz tego jednego – zrozumienia. Legenda na skalę światową. Postać równie mitologiczna co skrupulatnie opisana, udokumentowana i uwieczniona na niezliczonych płótnach. Maria Antonina po ponad dwustu latach doczekała się portretu, który swoją oryginalnością dorównuje szalonej i niepowtarzalnej garderobie królowej. Obraz ten nie mógł być namalowany przez nikogo innego jak nie przez kobietę-fenomen branży filmowej początku nowego stulecia. Różowo i punkowo. Sofia Coppola pokazuje, jak się robi kino w postmodernistycznej oprawie.
Obraz powstały w 2006 roku idealnie wpasowuje się w zupełnie nowy i świeży trend “cukierkowych” lat dwutysięcznych. Począwszy od kultowych Wrednych dziewczyn, boomu seriali młodzieżowych Disneya, perypetie Bridget Jones i wiele, wiele innych – nagle świat popkultury, świat należący do młodzieży, przejawiający jeszcze w latach 90. choć minimalne oznaki buntu nagle staje się banalnie prosty, nieznośnie lekki. Coppola idealnie wyczuwa nastroje nowego wieku, zachowując przy tym swoją nieocenioną autonomiczność. Maria Antonina w jej reżyserii to dzieło jedyne w swoim rodzaju, absolutny unikat. Próbując je obiektywnie skategoryzować należałoby użyć słowa biografia, jednak prawdopodobnie jest to ostatnie określenie jakie przychodzi widzowi na myśl po skończonym seansie. Być może w tym kryje się tajemnica fenomenu Marii Antoniny – obraz jest skupiony na autentycznej sylwetce, lecz jej historia prowadzona jest w sposób pozbawiony wszelkich cech klasycznej biografii, na pierwszy plan wysuwa się subiektywna interpretacja życia królowej, zupełnie odbiegająca od tego do czego przyzwyczaiła nas historia. Sofia Coppola przy tworzeniu swojego kostiumowego debiutu garściami czerpała z biografii autorstwa Antonii Fraser, tworząc bohaterkę niezwykle złożoną, ale jednocześnie w pewien sposób prostą, banalną. Wielka legenda francuskiego dworu nagle zostaje przemieniona w “dziewczynę z sąsiedztwa” przypominając tym samym wyreżyserowane przez Coppolę kilka lat wcześniej Przekleństwa niewinności z fenomenalną rolą Kirsten Dunst. Aktorka i muza reżyserki nie zawiodła i tym razem. Antonia Fraser w wywiadach opowiadała, że nikt inny nie mógłby zagrać Marii Antoniny takiej którą opisuje, lepiej niż Dunst, która zarówno urodą i wyglądem, oraz znakomitym wyczuciem granej przez siebie postaci powoduje, że nie mamy do czynienia z kolejną “dumą i uprzedzeniem” ale przełomowym, postmodernistycznym kinem mainstreamowym, które jest atrakcyjne zarówno pod względem artystycznym jak i rozrywkowym.
Analizując styl, klimat, estetykę filmów Sofii Coppoli nie można pozostać obojętnym wobec ścieżki dźwiękowej. Niecodzienna mieszanka punku, muzyki klasycznej i awangardowych elektronicznych brzmień. To jest esencja, serce filmu. Reżyserka dołączyła do wąskiego w branży filmowej grona twórców, którzy wbrew ogólnie przyjętym konwenansom stawiają muzykę na pierwszym miejscu. Idą nawet o krok dalej, wykorzystując muzykę już istniejącą,
od radiowych przebojów po niszowe alternatywne melodie. Wachlarz gatunków na miarę postmodernistycznego kina. Coppola z soundtracku stwarza osobne dzieło. Słuchając samej ścieżki dźwiękowej można odnieść wrażenie, że ma się w ręku bijące serce, pełna jest emocji, radości, smutku, buntu. Na pozór oderwana od świata Marii Antoniny, osiemnastowiecznej Francji, wersalu, pięknych mebli i przesłodzonych ciast. Dopiero w połączeniu z obrazem dochodzi do autorskiej symbiozy dźwięku i wizji. Muzyka towarzysząca Marii Antoninie sprowadza bohaterkę z nieba na ziemię. Widząc na ekranie królową bawiącą się w rytm “brudnego punku”, pełną uśmiechu, radości, szaleństwa, pomimo całego przepychu i luksusu królewskiego życia, odbiorca widzi w bohaterce samego siebie, utożsamia się z nią, uświadamia sobie, że to życie wcale nie jest bardzo różne od życia typowej, nastoletniej dziewczyny. Zamkniętej w obcym dla siebie świecie, zagubionej i szukającej ucieczki w zabawie, rozrywce, dekadencji. Muzyka nie jest już jedynie podkładem do filmu, lecz soundtrackiem życia bohaterów, ich emocjami, częścią duszy. To jak szalenie ważna jest muzyka w Marii Antoninie obrazują cieszące się już statusem kultowych zdjęcia z planu filmowego Kirsten Dunst i Jasona Schwartzmana. Oboje w pełnej charakteryzacji, gdzieś w kącie jednej z wersalskich komnat odcięci od świata słuchają muzyki ze słuchawkami w uszach,trzymając na kolanach Macbooka. Ten widok najlepiej oddaje ducha filmu Coppoli. Para aktorów w wywiadach wielokrotnie podkreślała, jak muzyka wpływa na interpretację granych postaci, scen, historii. Dlatego między kolejnymi ujęciami chłonęli kolejne utwory, aby oddać te emocje na ekranie. Sofia Coppola nie tworzy bariery kulturowej, czasowej, wręcz przeciwnie. Za sprawą muzyki tworzy więź między historią a współczesnością, między niedostępnością tego odległego, wystawnego życia a popkulturowym szałem XX wieku i młodością lat dwutysięcznych.
Maria Antonina kusi nie tylko dźwiękiem, ale i obrazem. Nad wyraz estetyczne zdjęcia Lance’a Acorda (Między słowami, Być jak John Malkovich) z jednej strony hołdują klasycznym dramatom kostiumowym, z drugiej mają w sobie estetykę klipu, teledysku. W dużej mierze statyczne ujęcia, powolne, celebrujące piękno przywodzą na myśl Barry’ego Lyndona Kubricka. Delikatne oświetlenie, zbliżenia na twarz i jej wyraz, ukazane emocje rekompensują brak rozbudowanych dialogów. W bardziej dramatycznych scenach operator stawia na tak zwane “ujęcia z ręki”, które dają poczucie bliskości z bohaterem, oddziaływania z jego ciężkimi, intymnymi przeżyciami. Kamera śledzi bohaterów spacerujących po zachwycających pięknem korytarzach Wersalu lub na łonie spokojnej przyrody, rozmawiających przy wystawnym śniadaniu, sielankowym podwieczorku bądź towarzyskiej kolacji, wszystko to jest wierne zasadom jakimi posługuje się dramat kostiumowy. Dostojne, powolne, zachowawcze, melancholijne. I tu nagle pojawiają się dynamiczne ujęcia, jak scena balu maskowego, przymiarek nowych kostiumów czy urodzin królowej. Ich niezwykłą estetykę wideoklipu podkreśla liczba wyświetleń tych scen na youtubie, mogą być traktowane jako osobne, niezależne dzieła. Wirująca kamera, ostra, głośna muzyka, szaleńcza zabawa, liczne ujęcia następujące jedne po drugim w rytm pierwszoplanowej
piosenki. Sofia Coppola pod postacią melodramatu przemyca na wielki ekran kilka teledysków które z chęcią wyemitowałoby samo MTV.
Plakatowe pozy Dunst w roli Marii Antoniny, różowa i słodka oprawa niewinności oraz odrobina twórczej przekory tylko podkreślają popkulturowość dzieła, jego adaptację do współczesności, konsumpcjonizmu, zblazowania, ale też do samotności, zagubienia i próby oderwania się od rzeczywistości. Tak bardzo stojące do siebie w opozycji style łączy scenografia i kostiumy. Wyjątkową okolicznością wyróżniającą ten film jest pozwolenie, które dostała ekipa filmowa na kręcenie w samym Wersalu. Coś co graniczy z cudem okazało się nieocenioną wartością, bezpośrednim przełożeniem na atmosferę dzieła i jego autentyczność. Nie można było sobie wymarzyć twórcy lepszej scenografii niż ta która faktycznie otaczała prawdziwą Marię Antoninę. Cały zespół z Sofią Coppolą na czele zadbał o każdy szczegół, od różowych makaroników pochłanianych przez królową i jej świtę po odpowiednie zdobienia na meblach, gdyż z wiadomych przyczyn aktorzy nie korzystali z oryginałów. Dla tych którzy cenią sobie autentyczność i adekwatność do epoki kostiumy są najbardziej spektakularnym elementem filmu. Zdobywczyni Oscara Milena Canonero pozostawia widza zahipnotyzowanego pięknem kreacji, dbałością o szczegóły, przepychem, stylem i wiernością oryginalnej garderobie bohaterów. Oczywiście najbardziej zachwycające są kostiumy głównej bohaterki, odzwierciedlają one kolejne etapy życia królowej na francuskim dworze i nastrój jaki im towarzyszy. Tym samym emocje płyną nie tylko z twarzy aktorów i ich historii, ale też pięknego jak sen obrazu.
Budząca wiele emocji jest w końcu wizja przedstawienia postaci i ich historii. Widz śledzi drogę głównej bohaterki od czasu zamążpójścia za Ludwika XVI aż do tragicznej śmierci. Coppola zręcznie wybiera pojedyncze epizody z życia Marii Antoniny i jej otoczenia przedstawiając je w niekonwencjonalny, subiektywny sposób. Sexy Candy- tak o dziele reżyserki wyraża się Danny Huston, odtwórca roli brata legendarnej królowej Francji. Bohaterka jest zarówno zagubioną dziewczyną, pewną siebie kobietą, oddaną żoną, frywolną kochanką, kochającą matką, nieznającą umiaru zakupoholiczką, działaczką charytatywną, pełniącą obowiązki królową, wiecznie bawiącą się monarchinią. Radosna jak dziecko, poważna i dostojna, dotknięta tragedią w życiu bez trosk, bez zmartwień. Zamknięta w zdobionych złotem i kryształem komnatach próbuje oderwać się, odzyskać siebie i swoje życie. Jak wszystkie bohaterki w filmach Sofii Coppoli, wyizolowana, dążąca za czymś, czego nie jest w stanie określić, dająca upust swoim szaleństwom. Niejednoznaczna, trudna, nieprzewidywalna. Osiemnastowieczna kobieta za sprawą magii ekranu stała się ikoną narodzin XXI wieku i odwrotnie. Kobieta lat dwutysięcznych za sprawą Kirsten Dunst będącej u szczytu swojej kariery, przeniosła się na francuski dwór w przededniu wielkiej rewolucji i tchnęła w ten mityczny, historycznie sztywny i skostniały okres powiew młodości, wręcz młodzieżowości.
Sofia Coppola zrobiła ogromny krok naprzód dla postmodernistycznego kina. Swoim filmem przetarła szlaki dla takich produkcji kolejnej dekady jak Wielka, Emma, czy nawet Bridgertonowie czyli serial bijący wszelkie rekordy jakie uznaje branża kina rozrywkowego. Zaczęło się jednak od tego różowo-buntowniczego obrazu z 2006 roku, odżegnującego się od tego, do czego przyzwyczaił publiczność wiek XX. Świeży, młody, autorski i bezkompromisowy. Bawiący się stylem, estetyką, historią, prawdą i fantazją, romansujący z wieloma gatunkami, wierny tylko jednemu. Dramat z wybuchową domieszką rozmaitych konwencji. Sofia Coppola definitywnie zdetronizowała królujące od dekad stałe i niezmienne klasyki kina kostiumowego zastępując je swoją niepowtarzalną estetyką ubraną tym razem w obszerne krynoliny i niebotycznie wysokie peruki. Maria Antonina to jej wielka dekadencka rewolucja. Rewolucja na miarę królowej.
Marta Jastrzębska
zdj. materiały prasowe filmu Maria Antonina z serwisu imdb.com