Dzieci i ryby głos mają

Wielorybnik Filipa Jurjewa podąża za tradycją rosyjskiego kina metafizycznego i jednocześnie przeciera szlaki nowemu nurtowi, dążącemu do zwrócenia uwagi na ,,innego”. Młody reżyser udowadnia, że osadzając tak zwaną Bildungsroman w niezwykłym kontekście, można odkryć ją na nowo. Pełnometrażowy debiut Jurjewa, prezentowany na  Nowych Horyzontach, będzie dostępny na platformie MOJEeKINO w ramach tegorocznego Festiwalu Filmów Rosyjskich…


131673786_302358314447190_2649605703780699731_n

Wielorybnik Filipa Jurjewa podąża za tradycją rosyjskiego kina metafizycznego i jednocześnie przeciera szlaki nowemu nurtowi, dążącemu do zwrócenia uwagi na ,,innego”. Młody reżyser udowadnia, że osadzając tak zwaną Bildungsroman w niezwykłym kontekście, można odkryć ją na nowo. Pełnometrażowy debiut Jurjewa, prezentowany na  Nowych Horyzontach, będzie dostępny na platformie MOJEeKINO w ramach tegorocznego Festiwalu Filmów Rosyjskich Sputnik nad Polską.

W jednym z najdalszych zakątków Rosji – na Półwyspie Czukockim – razem ze swoim dziadkiem (Nikołaj Tatato) mieszka Liosza (naturszczyk Władimir Onochow), będący przedstawicielem miejskiej ludności. Czukcze od lat polowali tu na wieloryby, czym, mimo młodego wieku, zajmuje się też główny bohater. Oryginalny tytuł filmu, Kitoboj, czyli ten, kto zabija wieloryby, prawdopodobnie zawiera grę językową. Liosza ma kilkanaście lat, a ,,boj” brzmi dokładnie tak samo, jak angielskie słowo ,,boy”. To z tym językiem sąsiedniego, ale jakże niedostępnego kraju, chłopiec z Czukotki będzie musiał się zmierzyć.

Akcja rozgrywa się w rybackiej wiosce na głębokiej prowincji, w której jednak jest dostęp do Internetu. Globalizacja, choć z dużym opóźnieniem, ostatecznie dotknęła  miejscową wspólnotę. Tylko nieliczni autochtoni dbają o zachowanie tożsamości, tak jak mówiący po czukocku i znający wierzenia przodków dziadek Lioszy. Świat głównego bohatera jest w dużej mierze zmaskulinizowany, dlatego tęskniący za kobietami miejscowi mężczyźni czasem oglądają erotyczne streamy, prowadzone przez amerykańskie striptizerki. W jednej z nich  zakochuje się Liosza, co staje się punktem zwrotnym fabule. Miłość doprowadzi nastolatka do Ameryki leżącej w odległości jedynie stu kilometrów od jego  rodzinnej osady. W tym ryzykownym przedsięwzięciu można dostrzec pewnego rodzaju resentyment, bowiem Alaska w świadomości zbiorowej Rosjan  nadal kojarzy się z imperium Romanowów, którego była  częścią.

W kulturze masowej Rosję i Stany Zjednoczone postrzega się wyłącznie jako antagonistów, mimo że między tymi krajami  jest mnóstwo podobieństw: olbrzymie terytorium  i  ustrój, różnorodność religijna i etniczna, mesjanizm. Nie przez przypadek internetowa miłość Lioszy mieszka w Detroit – mieście, które jest symbolem upadłości. Przecież Ameryka to nie tylko Nowy Jork i Kalifornia, a Rosja nie składa się wyłącznie z Moskwy i Petersburga. A skoro pierwszy świat jest lustrzanym odbiciem drugiego, to po co w ogóle coś zmieniać? To pytanie retoryczne, które chcąc nie chcąc zadaje reżyser Wielorybnika. Jeśli chodzi o różnicę pomiędzy dwiema federacjami, polega ona przede wszystkim na tym, jak te państwa powstawały i podbijały swoje tereny. Stany Zjednoczone narodziły się w efekcie kolonizacji zewnętrznej, podczas gdy Rosja stała się Rosją  w powolnym procesie kolonizacji wewnętrznej. Wielorybnik jest dowodem na to, że filmowcy rosyjscy w końcu zajęli się eksploracją dalszych terenów swojego kraju, które od dawna były tuż obok.

131432552_3639500246098468_7504850373923081039_n

Pełnometrażowy debiut Filipa Jurjewa został uznany najlepszym filmem programu ,,Giornate degli Autori” na MFF w Wenecji oraz otrzymał nagrodę za reżyserię i grę aktorską (odtwórca głównej roli) na Festiwalu „Kinotavr” w Soczi. Sukces niekonwencjonalnego Wielorybnika może świadczyć o tym, że jest to dzieło przełomowe. Z jednej strony otwarte przestrzenie, długie i statyczne ujęcia czy biblijny motyw syna marnotrawnego przypominają twórczość Tarkowskiego i jego spadkobierców – przede wszystkim Sokurowa i Zwiagincewa. Wpływy tego ostatniego są najbardziej widoczne w inscenizacji: podobnie jak autor Powrotu (2003), Jurjew używa niewielu kolorów w tej samej tonacji (chłodnej i bladej) oraz sytuuje swój film w północnych krajobrazach. Natomiast scena, w której Lioszka siedzi na kamieniu ze szkieletem zwierzęcym w tle, wydaje się żywcem wyjęta ze słynnego Lewiatana (2014). Z drugiej strony, empatia i dekonstrukcja modernistycznego podmiotu (zazwyczaj centralnego, jednorodnego i męskiego) wpisują Wielorybnika w nowy rodzaj kina, w którym największy nacisk jest położony na szeroko pojętego ,,innego”. W podobnym kierunku podąża Ajka (2018) Siergieja Dworcewoja, ukazująca życie kobiety z Azji Środkowej nielegalnie pracującej w Moskwie, czy współczesne kino jakuckie. To właśnie jakucki film Straszydło (2020) Dmytrija Dawydowa dostał nagrodę główną na tegorocznym ,,Kinotavrze”.

Następnym krokiem w kierunku rozpowszechniania dyskursu innych mogłoby być pojawienie się reżyserów-autochtonów, ale już same przesunięcie miejsca akcji na wschód od europejskiej części Rosji i obsadzenie miejscowych aktorów to duże osiągnięcie. Mówiąc o ukazaniu ,,innego” mam na myśli również wątki queerowe, feministyczne czy posthumanistyczne. Aleksiej Czupow i Natasza Mierkułowa w Człowieku, który wszystkich zaskoczył (2018) w sposób jak dotąd najgłośniejszy podjęli temat tożsamości płciowej, Kantemir Bałagow w Bliskości (2017) i Wysokiej dziewczynie (2019) na nowo odtworzył wizerunek silniej postaci kobiecej, a Gunda (2020) Wiktora Kossakowskiego stała się jednym z najbardziej empatycznych filmów o zwierzętach w historii kina. Rosyjscy filmowcy są bardzo wyczuleni na współczesne wyzwania społeczno-kulturowe, mimo że mainstreamowy nurt, ukazujący konflikty zbrojne czy nostalgię za Związkiem Radzieckim, jest ciągle obecny.

Opowieść o nastoletnim Czukczu mogłaby  pójść w stronę egzotyzującej anegdoty o naiwności rdzennych mieszkańców Dalekiej Północy, ale na szczęście tak się nie dzieje. Nie jest to też standardowy dokument etnograficzny z elementami fabuły. Wielorybnik to przede wszystkim film o wielostronnych konsekwencjach (niekoniecznie negatywnych) wtargnięcia globalizacji do tradycyjnych wspólnot. Jurjew kontynuuje tradycję, z którą od lat kojarzymy rosyjskie kino, a zarazem wzmacnia jego tendencję do rezygnowania z konwencjonalnej narracji.

Siergiej Szerszniew

Zdjęcia w tekście pochodzą z materiałów prasowych festiwalu Nowe Horyzonty