
Domka Spytek, Choroba czekania – dziennik przechodzenia przez Covid-19 (za zgodą autorki)
W rozmowie z Domką Spytek, autorką projektu Choroba czekania – dziennik przechodzenia przez Covid-19, dotykamy między innymi tematów: izolacji, introspekcji i intymności.
Emilia Kutrzeba: Opis #1 zaczynasz słowami „Nie broniłam się, kiedy po mnie przyszedł, poddałam się bez walki”. Czy pomysł na projekt Choroba czekania – dziennik przechodzenia przez Covid-19 pojawił się w tym samym momencie, co choroba i izolacja, i czy wtedy właśnie postanowiłaś się mu poddać?
Domka Spytek: Decyzję o rozpoczęciu dokumentacji choroby podjęłam po kilku dniach izolacji, gdy otrzymałam pozytywny wynik testu na Covid-19. Byłam świadoma tego, że przez najbliższy czas nie będę miała sił ani możliwości, by wyjść z domu. Jako osoba, która na co dzień rzadko znajduje czas na odpoczynek, nie potrafiłam poradzić sobie z bezczynnością w trakcie choroby. Myślę, że był to główny powód, dla którego podążyłam za impulsem i spróbowałam obrócić swój stan w coś kreatywnego.
Obecnie często słyszy się hasło „sytuacja jest dynamiczna”. Twoje dwie najnowsze prace Choroba czekania oraz Droga są reakcją na aktualne wydarzenia. Chciałam zapytać, jak wygląda Twój proces twórczy? Czy działasz szybko, na zasadzie spontanicznej reakcji, czy może dajesz sobie czas na zdystansowanie się do tematu, nad którym chcesz pracować?
W tym roku uświadomiłam sobie, że oba te podejścia odgrywają dużą rolę w moim procesie twórczym. Najpierw jest impuls, który sprawia, że dany temat staje się dla mnie absolutnym priorytetem. Dopiero później, gdy wykonam już pierwszy ruch, daję sobie czas na refleksję i korektę pewnych aspektów danej pracy. Choroba czekania powstawała dosyć szybko, ale wbrew pozorom miałam dużo czasu i przestrzeni, by pomyśleć, w jaki sposób finalnie przedstawię ten reportaż. Z początku planowałam wykonać wideo, wszystkie kadry są zatem klatkami z filmów nakręconych w domu. Po czasie uznałam, że zapiski i kadry spełniają moje oczekiwania.
Na Twojej stronie można zobaczyć kadry z filmu oraz zapiski z dziennika. Dlaczego zdecydowałaś się na zestawienie dwóch mediów? Czy dziennik i wideo mogłyby działać osobno, czy widzisz w nich uzasadnienie tylko wtedy, kiedy są razem?
Odkąd pamiętam, piszę. Jest to dla mnie czynność, której potrzebuję jak oddychania. Niezależnie od tego, czy jestem zdrowa, czy chora, regularnie prowadzę dziennik. W przypadku Choroby czekania chciałam podzielić się nim ze światem i sądziłam, że uzupełnia wybrane przeze mnie kadry. Wynikało to ze szczerości, którą kierowałam się w pracy, chęci pokazania jak choroba wygląda z zewnątrz, a w jaki sposób oddziałuje na mnie w środku. Nie sądzę, aby jedno mogło funkcjonować bez drugiego.
W Twoim projekcie dostrzegam pokrewieństwo z książką Mięcho Anety Żukowskiej, artystki performatywnej i pisarki. Co sprawiło, że poczułaś potrzebę tworzenia w trakcie przymusowej izolacji i przechodzenia przez Covid-19? Nadmienię, że Aneta Żukowska w swojej książce również wspomina publikację Susan Sontag Choroba jako metafora. Dlaczego Ty zdecydowałaś się sięgnąć po tę lekturę?
Od kilku lat jestem dużą fanką Susan Sontag. Zupełnym przypadkiem poprosiłam mojego przyjaciela, by pożyczył mi książkę Choroba jako metafora. Nie przypuszczałam jednak, że sięgnę po nią dopiero, gdy sama zachoruję. Oczywiście refleksje Sontag dotyczą postrzegania w kulturze i społeczeństwie chorób takich jak gruźlica i rak. Spędziwszy tak dużo czasu w izolacji, zaczęłam się jednak zastanawiać, jak odebrałaby to, z czym w tym roku zmaga się cały świat. Wątek choroby często pojawia się w twórczości kobiet. Znajdujemy go nie tylko w pracach Sontag czy Żukowskiej, ale i u Kozyry czy Szapocznikow.
„Całe ciało mnie boli, ale filmuję je w oczekiwaniu na polepszenie”. Zwracasz uwagę na fizyczność, piszesz o tym, jak trudne są spacery, najmniejzsza aktywność utrudnia oddychanie. Pokazujesz się z kablami podłączonymi do ciała. Czy rejestracja własnego ciała była równoczesna z pisaniem dziennika? Jeżeli tak, czy wiązała się z dużym wysiłkiem? Głównie widzimy inscenizowany autoportret – mogłabyś zdradzić kulisy jego powstawania, ilość wykonanych prób, zanim osiągnęłaś rezultat, o który Ci chodziło?
Nie było prób i przygotowań. Ustawienie kamery na biurku czy podpięcie aparatu do statywu, którym można łatwo manewrować w obrębie pokoju, nie wymaga zbyt wielkiego wysiłku fizycznego. Na samym początku zdecydowałam, że Choroba czekania będzie jak najmniej inscenizowana, że ma być bardzo surową pracą przedstawiającą jak wygląda moja rzeczywistość. Ta decyzja sprawiła, że kwestie takie jak światło czy kompozycja, które w przypadku innego projektu byłyby dla mnie nie do zaakceptowania, tutaj sprawdziły się idealnie, były po prostu prawdziwe. Podobnie jak notatki powstające na bieżąco o różnych porach dnia i nocy.

Domka Spytek, Choroba czekania – dziennik przechodzenia przez Covid-19 (za zgodą autorki)
Dziennik prowadzony jest lakonicznie, czasem ograniczasz się tylko do pojedynczych wyrazów. Piszesz: „Nie wiem, czy da się o tym pisać inaczej jak tylko suchymi faktami”. Czy miał na to wpływ brak sił, czy upatrujesz przyczyny gdzie indziej?
Pisanie w ten sposób było dla mnie nowością. Na ogół piszę dużo, bardziej refleksyjnie niż rzeczowo. W trakcie izolacji skupiłam się na tym, co dzieje się z moim ciałem. Brak sił fizycznych zdecydowanie wpłynął na to, w jaki sposób prowadziłam dziennik.
W kontekście prac artystek i artystów czerpiących inspirację z wątków osobistych czy autobiograficznych często pada epitet „sztuka autoterapeutyczna”. Jaki jest Twój stosunek do tego określenia? Czy uważasz, że artystka lub artysta tworząc, może jednocześnie przechodzić terapię?
Opowiadanie swojej historii za pomocą sztuki nie jest niczym nowym. Myślę, że dla wielu wrażliwych i kreatywnych osób jest to sposób na radzenie sobie z tym, co ich dotyka. Dopiero na pierwszym roku studiów magisterskich dotarło do mnie, że i ja podążam tą ścieżką. W wielu przypadkach osobiste historie napędzały moją twórczość. Nie sądzę, żeby było w tym cokolwiek wstydliwego, wręcz przeciwnie – uważam, że gdy tworzymy coś opartego na własnych doświadczeniach ma to jeszcze większą wartość, bo może wzbudzić empatię, której w dzisiejszych czasach wszyscy potrzebujemy.
Podczas oglądania Twoich prac pomyślałam o wideo Zuzanny Janin Widziałam swoją śmierć. Artystka nakręciła inscenizowaną ceremonię swojego pogrzebu, ustawiając siebie między członkami rodziny, którzy obserwowali wydarzenie. Pracujesz nad tematem, który dotyka problemu śmierci. Jednak powolny upływ czasu, podkreślony przez ciągłe czekanie, sugeruje nadzieję na powrót do zdrowia. Zastanawiałam się, czy istnieją dla Ciebie tematy, których nie chciałabyś w ogóle poruszać w swojej pracy twórczej?
Dziękuję, że przytoczyłaś ten przykład. Uważam pracę Janin za bardzo ciekawą. Tematy, które poruszam to takie, o których na ogół ludzie ze sobą nie rozmawiają. Projektowałam rzeczy związane z żałobą, zaburzeniami odżywiania, stereotypami związanymi z płcią. W najważniejszych moich pracach pojawia się kwestia edukacji seksualnej i aborcji. Niezależnie od tematu, jaki w danej chwili poruszam, zawszę mam nadzieję na to, że uda mi się go choć odrobinę odczarować. Nie lubię stygmatyzacji, nie ma zatem tematu, którego nie chciałabym się podjąć. Są natomiast takie, do których chcę jeszcze dojrzeć.
Myślisz, że w sztuce, która odnosi się do prywatnych historii autorki lub autora, powinno się szukać granic i stawiać je, czy wręcz przeciwnie? Czy kiedy Ty bierzesz na warsztat intymną historię, zadajesz sobie pytanie, ile tak naprawdę chcesz zdradzić?
Impuls zawsze podpowiada mi, żeby pójść na całość. Gdy przychodzi jednak moment refleksji, dociera do mnie, że zdradzając całą historię, nie mamy już żadnej kontroli nad tym, co się z nią stanie w przyszłości. Wypowiedzianych słów nie można cofnąć. Dlatego lubię dawać sobie przestrzeń do dojrzewania, odkrywać się przed światem powoli, w moim własnym tempie. Myślę, że póki tworzymy tak, jak czujemy, wszystko jest na miejscu.
Wyznaczony termin izolacji minął, powoli powraca zdrowie… Jaki jest teraz Twój stosunek do tej pracy? Spodziewałaś się takiego zakończenia i czy w ogóle o nim myślałaś w trakcie realizowania projektu? Jak długo tematy, nad którymi pracujesz, zostają z Tobą i czy ten projekt uważasz za zamknięty?
Uważam Chorobę czekania za zakończoną. Samo czekanie jednak nadal mi towarzyszy, ponieważ miewam jeszcze słabsze dni. W trakcie realizacji pracy nie myślę o zakończeniu, ono po prostu przychodzi i albo intuicyjnie czuję, że jest takie, jak powinno być, albo nanoszę poprawki. To dotyczy każdego z realizowanych przeze mnie projektów. Są jednak tematy, które zdecydowałam się zostawić otwarte – mowa tu o moich pracach związanych z edukacją seksualną czy aborcją. To projekty, nad którymi od kilku lat nieustannie pracuję i poświęcam się im najbardziej.
Obecnie poznajemy wiele anonimowych historii. Zastanawiam się, jak odbiorcy przyjmują teraz czyjąś opowieść, czy mają jeszcze miejsce na cudze emocje. Myślisz, że w dobie dzisiejszych wydarzeń potrzebne są wypowiedzi artystyczne, które podejmują wątki introspektywne?
Po opublikowaniu Choroby czekania dostałam wiele wiadomości od ludzi, którzy uznali tę pracę za bardzo potrzebną. Myślę, że gdyby pierwszoosobowa narracja nie pojawiała się w sztuce, dużo trudniej byłoby nam utożsamiać się z tym, co widzimy. Dzięki ustawieniu w pozycji świadka czyichś historii, łatwiej jest nam zrozumieć daną sytuację i może łatwiej poczuć, że dany problem nie jest aż tak odległy…
Domka Spytek – absolwentka Wydziału Sztuki Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie, gdzie studiowała na kierunku Wzornictwo. W swoich pracach porusza ważne tematy społeczne, takie jak edukacja seksualna, feminizm, gender. Obecnie realizuje studia II stopnia na kierunku Design w Konstfack University of Arts w Sztokholmie. Więcej prac artystki można zobaczyć na jej stronie internetowej www.domkaspytek.com.