Normalni ludzie, nienormalne relacje

Hype rządzi się własnymi prawami, jednak w przypadku Normalnych ludzi (2020), serialowej adaptacji powieści Sally Rooney, czyni więcej szkody niż pożytku, przyczyniając się do romantyzacji toksycznej miłości i utrwalania szkodliwych wzorców relacji międzyludzkich. Od momentu premiery koprodukcja BBC Three i Hulu bije wszelkie rekordy oglądalności. Już w pierwszym tygodniu emisji Normalni ludzie wygenerowali ponad 16,2…


Hype rządzi się własnymi prawami, jednak w przypadku Normalnych ludzi (2020), serialowej adaptacji powieści Sally Rooney, czyni więcej szkody niż pożytku, przyczyniając się do romantyzacji toksycznej miłości i utrwalania szkodliwych wzorców relacji międzyludzkich.

Od momentu premiery koprodukcja BBC Three i Hulu bije wszelkie rekordy oglądalności. Już w pierwszym tygodniu emisji Normalni ludzie wygenerowali ponad 16,2 milionów wyświetleń w serwisie BBC iPlayer, detronizując wcześniejszego lidera zestawienia, obsypaną statuetkami BAFTA Obsesję Eve (10,8 miliona; 2018, BBC One, BBC America). Ostatecznie historia burzliwego romansu Connella (Paul Mescal) i Marianne (Daisy Edgar-Jones) zgromadziła największą widownię w historii brytyjskiej platformy streamingowej, zamykając ubiegły rok liczbą 62,7 milionów odtworzeń. Adaptacja cieszyła się ogromną popularnością także w Irlandii, gdzie rozgrywa się akcja serialu. RTÉ Player odnotował 5 milionów wyświetleń, co stanowi trzykrotność wyniku Love/Hate (2010, RTE Television), flagowej produkcji irlandzkiego nadawcy. Niemała w tym zasługa literackiego pierwowzoru, który ,,The Guardian” uplasował na 25. pozycji w zestawieniu 100 najlepszych książek XXI wieku, okrzykując go nawet ,,przyszłym klasykiem”.

Serial aspiruje do miana socjologicznej analizy pokolenia milenialsów, w którym wciąż żywe są podziały klasowe rodem z powieści Jane Austen, a miłość stanowi towar deficytowy. Wykreowany w jego ramach świat pełen jest kontrastów i niedopowiedzeń, na których opiera się fabuła przepełniona schematami zaczerpniętymi z nastoletnich romansów. I tak Marianne to szkolna ofiara, ale nietypowa, bo nie przyjmuje narzucanej jej przez rówieśników roli. Potrafi być arogancka w stosunku do nauczycieli, a każdą uszczypliwość ze strony kolegów z klasy zbywa ciętą ripostą. Do tego pochodzi z zamożnej rodziny, jest atrakcyjna, pewna siebie i sukcesywnie sięga po wyznaczone sobie cele. Na przeciwległej osi znajduje się Connell, rozchwytywana w towarzystwie gwiazda licealnej drużyny futbolu gaelickiego. On także nie wpasowuje się w ramy, w które go wtłoczono. Od randkowania z najpopularniejszymi dziewczynami i imprezowania do utraty tchu, od czego zresztą dla zachowania pozorów nie stroni, woli oddawanie się lekturze wybitnych dzieł literackich. Z charakteru bliżej mu do introwertyka niż buchającego testosteronem lidera sportowej watahy. Chłopaka łączy silna, acz kumpelska więź z matką (Sarah Greene), która pracuje jako pomoc domowa w posiadłości należącej do rodziny Marianne. A żeby sprzeczności było więcej, to dziewczyna nie może (tak jak Connell) liczyć na ciepłe relacje z bliskimi; wciąż doświadcza bowiem z ich strony oschłości, a nawet jest przez nich dręczona psychicznie.

Powieść Rooney, współscenarzystki i producentki wykonawczej serialu, zawiera wewnętrzne monologi głównych postaci, dzięki czemu czytelnicy mogą poznać motywacje kierujące działaniami Marianne i Connella. Adaptacja nie oferuje takiego rozwiązania, a wspomniane wcześniej niedomówienia (nie mylić z oszczędnością słowa) oraz nieczytelne dla samych bohaterów aluzje sprawiają, że przez cały seans zastanawiamy się, dlaczego dwoje zakochanych w sobie ludzi nieustannie sabotuje swój pięcioletni (z przerwami) związek. Ich relacja przypomina grę w ping-ponga, gdy jedna ze stron wykazuje zaangażowanie, a druga szuka wrażeń gdzie indziej. W przeciągu dwunastu odcinków dowiadujemy się, jak jest im bez siebie źle, ale razem jeszcze gorzej. Problemy komunikacyjne, z którymi boryka się para, są kompletnie niezrozumiałe, a przecież w entuzjastycznych recenzjach podkreśla się właśnie „głębię dialogów”. Widz odnosi wrażenie, że jedynym mechanizmem otwierającym Connella na szczerość są akty seksualne; to przed nimi, po nich lub w ich trakcie chłopak wysila się na pogawędkę sygnalizującą jego uczucia, a może jedynie wskazującą na zwiększony stosunkiem poziom endorfin.

Od potajemnego pocałunku po nieskrępowany seks bez zobowiązań znajomość dwojga młodych ludzi budowana jest na kłamstwie i krzywdzie dziewczyny. Nie trzeba być psychoterapeutą, żeby wiedzieć, że ukrywanie związku ze wstydu przed przyjaciółmi („byłoby niezręcznie, gdybyśmy zaczęli ze sobą kręcić”) na dłuższą metę jest niezdrowe. W międzyczasie Connell rzuca Marianne ukradkowe spojrzenia na szkolnym korytarzu, ale nie reaguje, gdy jego kumple publicznie wyzywają ją od ,,brzydkich, płaskich suk”. Na bal zaprasza Rachel (Leah McNamara), licealną it-girl, zapominając o kandydaturze swojej (nie)oficjalnej dziewczyny. Molestowanie seksualne, którego ofiarą pada w jego obecności Marianne, również nie stanowi powodu do przeciwstawienia się grupie, która traktuje zaistniałą sytuację jako pierwszorzędny żart. Związanie się z kimś postrzeganym przez rówieśników jako odmieniec jest dla chłopaka większą ujmą na honorze. Raz stracony prestiż mógłby doprowadzić do upadku w licealnej hierarchii. Connell zapomina jednak, że ranking popularności traci termin przydatności wraz ze zmianą szkoły. Gdy w niedalekiej przyszłości para głównych bohaterów wpadnie na siebie w Dublinie, gdzie oboje będą studiować na osławionym Trinity College, karty odwrócą się na korzyść Marianne, brylującej na kampusie i otoczonej dobrze sytuowanymi przyjaciółmi. Pomimo to wpływy dziewczyny w tym związku nadal będą kończyć się na wyrażeniu werbalnej zgody na seks (chociaż tyle), bo przecież „mógłbyś zrobić ze mną wszystko”. A Connell jak to Connell: nie zawsze wie, co myśli, przeważnie nie ma pojęcia, czego chce, i niezmiennie nie potrafi określić swoich uczuć.

W jednym z wywiadów Edgar-Jones oznajmiła, że w Marianne urzekła ją „niewiarygodnie wadliwa i skomplikowana osobowość” oraz „głębokie życie wewnętrzne”, a jednocześnie aktorka wyraziła niepokój psychicznym i emocjonalnym samopoczuciem odgrywanej przez siebie postaci. Dziewczyna dorastała w cieniu przedwcześnie zmarłego ojca, który notabene stosował przemoc fizyczną wobec jej matki (Aislín McGuckin). Denis nie staje w obronie córki, gdy jej syn Alan (Frank Blake) wykazuje podobne popędy. Kobieta zamiera jak tylko mężczyzna podniesie głos, biernie obserwując jego nadużycia. Ten wypaczony obraz relacji damsko-męskich przekłada się na późniejsze związki dziewczyny. Zatracanie się w coraz intensywniejszych formach BDSM jest dla niej rodzajem mechanizmu obronnego (acting-out). Marianne próbuje samodzielnie poradzić sobie z traumą poprzez autoagresję. W relacjach z partnerami jest uległa, syci się zadawanym przez nich bólem, o który zresztą sama otwarcie prosi. Dobrowolne poddawanie się karze za winę urojoną i samobiczowanie się, których źródłem jest wyniesione z domu przeświadczenie o niezasługiwaniu na miłość oraz doświadczenie szyderstw i agresji ze strony rówieśników czy starszego rodzeństwa, fachowo określa się mianem schematu wadliwości. Zaburzenie to powinno stanowić esencję profesjonalnej psychoterapii, ale zamiast tego twórcy serialu oferują nam fałszywy obraz wyzwolenia seksualnego i emocjonalnej niezależności Marianne.

Znając przeszłość dziewczyny i mając świadomość jej autodestrukcyjnych skłonności, Connell bez skrupułów wpędza ją w ciągłe poczucie winy, manipulując jej uczuciami i zrzucając na nią odpowiedzialność za rozpad ich związku. Robi to pod przykrywką nieśmiałego, trochę zagubionego chłopaka, targanego kompleksami przywiezionymi z zapyziałego Sligo. Z pozoru niewinne słowa tkają sieć toksycznego uzależnienia, aplikując w młodej kobiecie syndrom chronicznego przeświadczenia o popełnieniu błędu, które wraz z umiejętnie skrywaną przez nią niską samooceną definiuje jej miłosne wybory. Connell bawi się uczuciami nie tylko Marianne, ale także innych dziewczyn, z którymi się spotyka, ignorując emocje każdej z osobna. Zdradza, bo przecież „to nie było nic poważnego” lub akurat na horyzoncie pojawiła się dawna, odrzucona zresztą, namiętność. Gdy Marianne komunikuje mu, że jego zachowanie ją rani, ten w swoim stylu lekceważy jej odczucia, przeinaczając dodatkowo fakty. W mniemaniu chłopaka szkolny bullying to efekt wyniosłości dziewczyny, a nie okrucieństwa nastolatków, z kolei inicjowane przez niego rozstania wynikają z defektu Marianne, jakim jest nieumiejętność czytania w jego myślach. Związek bohaterów dosadnie podsumowuje wyjątkowo autentyczna rozmowa, jaką prowadzą ze sobą w jednej ze scen. Na pytanie zadane przez Connella: „Wstydziłabyś się, gdyby odkryli [przyjaciele ze studiów – przyp. S.T.], że spotykaliśmy się w liceum?”, Marianne odpowiada: „Tak, na swój sposób”. „Dlaczego?” – kontynuuje chłopak. „Bo było to upokarzające” – wyznaje dziewczyna. „Jak Cię traktowałem?” – ciągnie Connell. „Tak, i że na to pozwoliłam” – kończy Marianne.

Skąd zatem tak ogromna popularność serialu, który jest niebywale toksyczny? Duża w tym zasługa dziesiątek tysięcy sprzedanych egzemplarzy Normalnych ludzi, w których zaczytują się takie osobistości jak były prezydent Stanów Zjednoczonych Barack Obama, jedna z najbardziej wpływowych kobiet na świecie, czyli Oprah Winfrey, czy „głos swojego pokolenia”, Lena Dunham. Warto jednocześnie zaznaczyć, iż adaptacja nie jest wiernym odzwierciedleniem powieści. Co paradoksalne, produkcji sprzyjał także czas premiery, przypadający na pandemiczne zawirowania. Gdyby nie to, że wstrzymano wtedy prace nad największymi hitami, z Euforią (2019, HBO) czy Sex Education (2019, Netflix) na czele, a jedyną aktywnością ludzkości w tamtym okresie (z drobnymi wyjątkami od reguły) było przeklikiwanie kolejnych pozycji na platformach streamingowych, to śmiem twierdzić, iż dzieło Lenny’ego Abrahamsona i Hettie Macdonald przemknęłoby niezauważenie. Dziwi również fakt, że w erze fenomenalnie zrealizowanych pod względem operatorskim i wszechstronnie uświadamiających seriali, jak chociażby te wyżej przeze mnie wspomniane, wciąż oferuje się widzom twory pokroju Normalnych ludzi.

Sabina Tkacz