Odtrącenie ideału. Związki, kobiety i bliskość w filmach Marka Koterskiego

Kadr z filmu Dzień świra „Ale ja właściwie nie mam czasu i miejsca na kobietę życia w moim życiu. Marzę o niej, ale… nie mam miejsca ani czasu.” Tym zdaniem Adam Miauczyński w filmie Dzień Świra (2002) skwitował propozycję wspólnego życia ze swoją wymarzoną kobietą. Jednocześnie po raz kolejny oddalił się od zrealizowania swojego pragnienia…


162108255_904177290377415_1260353761686008696_n

Kadr z filmu Dzień świra

„Ale ja właściwie nie mam czasu i miejsca na kobietę życia w moim życiu. Marzę o niej, ale… nie mam miejsca ani czasu.” Tym zdaniem Adam Miauczyński w filmie Dzień Świra (2002) skwitował propozycję wspólnego życia ze swoją wymarzoną kobietą. Jednocześnie po raz kolejny oddalił się od zrealizowania swojego pragnienia bliskości z drugą osobą.

Polski widz zna się z Adamem Miauczyńskim (albo z Michałem, jak było to w przypadku Życia wewnętrznego [1986] oraz Porno [1989]) od 1984 roku, kiedy to mogliśmy oglądać jego perypetie w filmie Dom wariatów. Od tamtego momentu mieliśmy wiele okazji, aby dogłębnie przyjrzeć się porte parole Marka Koterskiego. Miauczyński to Wokulski naszych czasów. Romantyk, który nie może odnaleźć się w żadnej rzeczywistości – zarówno komunistycznej, jak i tej po 1989 roku, kiedy niezrozumiałe zasady egzystencji stały się jeszcze bardziej zawiłe. To inteligent w średnim wieku, niepotrafiący nauczyć się języka angielskiego, a jednocześnie zdający sobie sprawę z trudności rodzimej mowy. Człowiek zamknięty w betonowym więzieniu jednakowych bloków mieszkalnych, nienawidzący życia w dużym mieście (szczególnie w Łodzi). Przesądny pedant, pałający nienawiścią do własnej matki. A to tylko wierzchołek góry lodowej bogatego rysu charakterologicznego Adasia.

Tematem tego numeru jest szeroko pojmowana bliskość, więc równie dobrze można napisać także o jej braku. Jeżeli jednak zastanowimy się nad filmami Koterskiego, dojdziemy do wniosku, że sprawa jest dużo bardziej skomplikowana. Czy dla Adama Miauczyńskiego zażyłość z idealną partnerką, czy też z jakąkolwiek kobietą jest w ogóle możliwa? A może miłość w filmach Koterskiego jest tylko ułudą a pragnienie bliskości można zrealizować jedynie w sferze romantyczno-erotycznych marzeń?

Przyglądając się figurze kobiety w filmach Koterskiego, możemy dojść do wniosku, że niechęć Adasia wobec płci pięknej rozpoczęła się od jego matki. Już w Nic Śmiesznego (1995) wydawała się ona osobą nader kontrolującą życie głównego bohatera. Jakże inaczej wytłumaczyć fakt, iż swojego małego synka ubierała w dziewczęce ubranka? Potwierdza to scena z Dnia Świra, kiedy czterdziestodziewięcioletni Adaś w trakcie monologu obwinia matkę za wszystkie swoje życiowe niepowodzenia. Jednocześnie nie konfrontuje z nią swoich życiowych partnerek. Nawet jeśli Małgorzata z Ajlawju (1999) odwiedza dom matki protagonisty, kobiety nie zamieniają ze sobą żadnego słowa.

Można stwierdzić, iż Adaś już od najmłodszych lat pielęgnował swoją niechęć do kobiet. W oczywisty sposób ten skrzywiony obraz płci pięknej musiał rezonować również w dorosłym życiu głównego bohatera. Zatem jak wpłynęło to na przedstawianie ich w filmach Koterskiego? Najtrafniejsze byłoby stwierdzenie, że pełnią one rolę stricte przedmiotową. Choć już w Życiu wewnętrznym mogliśmy poznać żonę bohatera, ta praktycznie nie odzywała się ani słowem. W Porno natomiast, kobiety są niemal erotycznym gadżetem, będącym motorem napędowym skeczowej narracji filmu. Oto bowiem Michał przygląda się swojemu dotychczasowemu życiu, wspominając wszystkie kobiety, z którymi łączyła go seksualna zażyłość. Jak można się domyślić, w takim sposobie prezentacji nie ma miejsca na skomplikowane portrety psychologiczne bohaterek. Podobną strukturę ma również film Nic Śmiesznego, gdzie obserwujemy protagonistę poszukującego swojej jedynej Małgorzaty. Zanim jednak ziści się jego marzenie, kilka razy spróbuje szczęścia z innymi kobietami: z „dziewczyną z podpalonymi włosami”, „dziewczyną z dobrym dmuchem”, „sklepowej w czapce”, czy też z „dziewczyną, mającą cztery orgazmy z owczarzem”. Kobiety, które spotyka Adaś na drodze miłosno-egzystencjalnych przygód, stanowią jedynie przelotną znajomość.

W końcu po wielu próbach udaje mu się odnaleźć wymarzoną Małgorzatę. Wszystko zaczyna się idealnie układać – to kobieta, z którą Adaś może odszukać wspólny język. Nawet sama zainteresowana jest gotowa porzucić męża na rzecz spędzenia życia z protagonistą. Jak to bywa w przypadku filmów Koterskiego, idylla trwa jednak bardzo krótko. Adaś nie jest w stanie uprawiać seksu z Małgorzatą, ponieważ, jak sam twierdzi, boi się, że w trakcie miłosnych uciech będzie „prykał”. W ten sposób definitywnie upadają szansę na wielką miłość, mimo najszczerszych chęci obu kochanków. Adaś dokonuje psychosomatycznej reakcji obronnej na ewentualną bliskość. A co z żoną? Okazuje się, że jej losy będą identyczne w każdym z kolejnych filmów Koterskiego. Nie ma w nich miejsca na pojednanie, czy dialog. Relacje Adasia z żoną są albo w trakcie rozpadu (Nic śmiesznego, Ajlawju), albo też jedyne co ich łączy po rozwodzie to wspólne wychowywanie dziecka (Dzień Świra).

Niemniej, w panteonie tych samych, przelotnych relacji z kobietami , jeden film – Ajlawju – zmienia sytuacje o sto osiemdziesiąt stopni, stając się „wybrykiem natury” w kinematografii Koterskiego. Jedynymi epizodycznymi postaciami kobiecymi są całkowicie nieobecna i niemal milcząca żona głównego bohatera oraz jego matka. Natomiast Gosia (Gosia, nie Małgorzata) w interpretacji Katarzyny Figury to osoba pewna siebie, niebojąca się wypowiedzieć, a wręcz wykrzyczeć własnego zdania i, co ważne, niedająca się zdominować Adasiowi. Wręcz można by wskazać, iż to ona sprawuje kontrole nad związkiem bohaterów. Burzliwy romans przypomina ten, który możemy oglądać w klasycznie opowiadanych melodramatach. Twórcy kultowych ekranowych romansów zazwyczaj starają się zderzać ze sobą dwie pozornie niepasujących do siebie osoby.

Tak samo jest w przypadku Ajlawju. Adaś i Gosia to zupełnie różne charaktery, między którymi aż iskrzy, nie tylko od erotycznych uciech, ale też od masy nieporozumień i żalu. Podsumowując – nie mogą być razem, choć nie mogą bez siebie żyć. Adaś jest notorycznie zazdrosny o Gosie, jednocześnie unaoczniając swoją słabość i brak wiary w swoją męskość. Przyglądając się historii burzliwego związku, wydaje się, iż szczęśliwe zakończenie dla tej pary jest niemożliwe. I kiedy myślimy, że marzenia Adasia o bliskości ponownie spełzną na niczym, zakończenie Ajlawju zdaje się przeczyć tym przypuszczeniom. Oto w finałowej scenie bohaterowie jadą na rowerze. Wjeżdżając na nierówny teren parku, Adaś nie może utrzymać równowagi, po czym kochankowie spadają na trawę, śmiejąc się przy tym do rozpuku. Czyżby w życiu Adasia zapaliła się iskierka nadziei, że tym razem się uda? W czasie projekcji filmu na pewno nie będzie nam dane tego dostrzec. Ale jest chociaż nadzieja.

Lata mijały, a Koterski nie zdecydował się na kontynuacje losów filmowej pary. Dopiero w 2002 roku, za sprawą cytowanego na początku Dnia Świra, Koterski po raz kolejny udowodnił, że dla bohatera nie ma już żadnej nadziei na bliskość. Mistyczna, najbliższa ideałowi Małgorzata została zamieniona na Elżbietę/Elunię, pierwszą miłość Adasia. Niemniej zmiana imienia nie zapowiada zmiany w wizerunku wymarzonej kobiety bohatera. Jednak, co najbardziej dojmujące, w przypadku Dnia Świra Adaś nie doświadcza bliskości na żadnym polu. Nie ma przyjaciół, którzy pojawiali się w Nic Śmiesznego, albo  starszego brata, jak miało to miejsce w Porno. Adaś próbuje również bezskutecznie dogadać się ze swoim jedynym synem, będącym egzemplifikacją galopującej sztafety pokoleń, tworzącej jednocześnie nieprzenikalną barierę w procesie komunikacji. Jednak to podejście zakończy się fiaskiem. Może chociaż uda mu się zawrzeć dobrą znajomość z sąsiadami, których codziennie mija? W żadnym wypadku. To jedynie kolejne triggery frustracji Adasia. W przerwach między napadami furii oraz żalu bohater wspomina Elżbietę. Wyobraża sobie wspólne spotkanie z kobietą, która jest spełnieniem jego marzeń. Po chwili namysłu decyduje się ją opuścić, przekonany, iż będzie w stanie znaleźć jeszcze lepszą partnerkę. Mimo prośby Elżbiety, Adaś, nie zwracając na nią uwagi, zostawia ją, a tym samym wraca do swojej smutnej rzeczywistości. Tam też jedyne co go czeka to samotne jednoosobowe łóżko oraz „Gazeta wyborcza”, która na pewno nie będzie służyła mu do czytania.

W ostatnim dziele Koterskiego 7 uczuć (2018) scena otwierająca rozgrywa się w trakcie sesji u psychoterapeuty. Prowadzący konfrontuje Adasia z jego własną emocjonalnością, starając się wpoić mu złożoność uczuć – w tym również miłości. Być może filmowy Miauczyński zda sobie jeszcze sprawę z własnych problemów, od których bezustannie ucieka, odtrącając swoich najbliższych oraz odnajdzie szansę na prawdziwą i szczerą miłość. Być może w kolejnym filmie zazna bliskości, której tak mocno pragnie i tym razem jej nie odrzuci.

Maciej Kordal