Podsumowanie 2020 roku – Ranking najlepszych filmów

W naszym zestawieniu znalazły się filmy, które w mijającym roku miały polską premierę w dystrybucji kinowej, na festiwalach lub platformach streamingowych. Kolejność przypadkowa. Na rauszu | Justyna Leszek Czy rzeczywiście urodziliśmy się ze zbyt małą ilością alkoholu we krwi? Najnowszy film Thomasa Vinterberga to nie tylko znakomita opowieść o kulturowej roli alkoholu (także poza Danią), ale…


W naszym zestawieniu znalazły się filmy, które w mijającym roku miały polską premierę w dystrybucji kinowej, na festiwalach lub platformach streamingowych. Kolejność przypadkowa.

Na rauszu Justyna Leszek

Czy rzeczywiście urodziliśmy się ze zbyt małą ilością alkoholu we krwi? Najnowszy film Thomasa Vinterberga to nie tylko znakomita opowieść o kulturowej roli alkoholu (także poza Danią), ale przede wszystkim bezwarunkowa celebracja życia, szczególnie w momencie kryzysu wieku średniego. A wszystko to doskonale wyważone, zaskakujące i bez moralizowania. I oczywiście jak zawsze fantastyczny Mads Mikkelsen. Naprawdę, jedyną rzeczą, która jest w stanie uratować ten rok jest finał Na rauszu. Po to powstało kino.

DAU. NataszaJoanna Krygier

Związek Radziecki, tajny instytut, eksperymenty oraz wódka lejąca się strumieniami – w tym roku nie znajdziemy lepszej, filmowej mieszanki wybuchowej. W pierwszym rozdziale epopei na temat ojczyzny Lwa Landaua, fizyka nagrodzonego Noblem, przyglądamy się wycinkowi z życia Nataszy, właścicielki kantyny pracowniczej. Przysłuchujemy się jej pijackim dysputom z młodszą koleżanką, przyłapujemy na szlochaniu, podglądamy w trakcie stosunku z naukowcem, współodczuwamy dyskomfort podczas przesłuchania.

Wszystko to w oparach papierosowego dymu i w atmosferze komunistycznej beznadziei. Historia Nataszy to zaproszenie do sięgnięcia po kolejne części wielkiego projektu DAU Ilji Chrzanowskiego nie tylko w celu dalszej eksploracji wykreowanego miasta-instytutu, ale być może jeszcze głębszego pogrążenia się w radzieckim marazmie życia codziennego.

Biały, biały dzień | Lila Popielarz

Najnowszy film islandzkiego reżysera Hlynura Pálmasona to obserwacja człowieka, którego żałoba po stracie żony zostaje przerwana stopniowym odsłanianiem skrywanej przez nią tajemnicy. Bohater próbuje funkcjonować w coraz bardziej nieprzyjaznym mu świecie, spychając na margines swój gniew, aby zrobić miejsce na smutek. Nieprzepracowana żałoba, poczucie osamotnienia i inne wyciszane emocje zdają się narastać w bohaterze – ich podskórna, pulsująca obecność zaczyna udzielać się widzowi, przełamując dystans pomiędzy nim a utworem oraz stwarzając przeczucie nadciągającej katastrofy.

Surowy islandzki krajobraz, puste drogi, rozległe jałowe przestrzenie, tunele bez końca – wszystko to podkreśla pozorną pustkę emocjonalną postaci, równocześnie zdradzając widzowi obecność ukrytej za mgłą intensywności skumulowanych uczuć. To, czego szukam w oglądanych przeze mnie filmach, to momenty chwilowego zatrzymania, swoistej kinowej dygresji, która odwraca nasze myślenie od przyczynowo-skutkowych meandrów fabuły, pozwalając na zatopienie się we własnych emocjach. W takich czysto wizualnych i dźwiękowych momentach, mimo że pozornie niezwiązanych z fabułą, możemy odszukać esencję dzieła Islandczyka.

Nasz czas Wojciech Tutaj

Kino Carlosa Reygadasa wzbudza skrajne emocje, ale najnowszy film reżysera może zmienić ten stan rzeczy. Żaden z dotychczasowych utworów Meksykanina nie wydaje się tak przystępny i otwarty na widza jak Nasz czas – wielowymiarowy traktat o małżeństwie, druzgocąca krytyka maczyzmu, introspekcyjna podróż w głąb życia samego twórcy.

Mistrz neomodernizmu udowadnia, że potrafi się przeobrazić i z niebywałą swobodą snuć narrację na własnych zasadach. Zrealizował dzieło bezkompromisowe, ocierające się o wybitność, wymykające się wszelkim schematom dramaturgicznym. Tylko dojrzały i świadomy możliwości (oraz ograniczeń) medium autor jest w stanie opowiadać równie zamaszyście, intymnie, przeszywająco. W lustrze Naszego czasu Reygadas odbija nie tylko wizerunek swój i żony, ale każdego, dorosłego człowieka – uwikłanego w role społeczne i płciowe oraz szukającego wolności w relacjach z innymi.

Konfucjańskie marzenia Joanna Krygier

Na pierwszy rzut oka dokument Mijie Li wydaje się niepozorny, ale w rzeczywistości traktuje o najważniejszych bolączkach współczesnego człowieka. Na przykładzie młodej chińskiej rodziny reżyserka podejmuje wiele wątków: obserwuje napięcia między tradycją i religią a nastawioną na zysk i efektywność nowoczesnością, przygląda się funkcjonowaniu jednostki w sztywnych ramach politycznego i społecznego systemu, bada znaczenie relacji międzypokoleniowych, opisuje kryzys małżeński.

Z każdym z bohaterów Konfucjańskich marzeń – poszukującą głębszego sensu w życiu Chaoyan, sceptycznym wobec jej nagłego, niekiedy ocierającego się o dewocję przebudzenia duchowego mężem czy zagubionym w świecie społeczno-rodzinnych zależności kilkuletnim synkiem pary – można się utożsamić. Państwo Środka staje się tu tylko symboliczną areną, na której rozgrywają się znajome każdemu emocjonalne i duchowe pojedynki.

Żegnaj, mój synu |Paweł Kędziora

Spoglądając na kinowe i festiwalowe seanse przemijającego powoli roku, nie mogłem uciec od nawracającej potrzeby refleksji nad filmem Żegnaj, mój synu. W swoim najnowszym, epickim dziele Wang Xiaoshuai ukazuje ponad trzy dekady przemian Państwa Środka przez pryzmat intymnej historii dwóch par, które nierozerwalnie połączyła cicha, życiowa tragedia.

Reżyser, ukazując losy bohaterów w sposób niechronologiczny, kieruje się emocjonalną ciągłością, która melancholijnie spaja ze sobą ich zakurzone i świeże wspomnienia. Choć ten odważny zabieg narracyjny w zestawieniu z ponad trzygodzinnym metrażem może odstraszyć niejednego widza, jestem pewien, że ta uniwersalna, ujmująca historia o żalu, akceptacji i wybaczeniu oczaruje każdego miłośnika kina.

Witamy w Czeczenii Wojciech Tutaj

Dokument Davida France’a świadczy o tym, że nasz świat coraz bardziej oddala się od (umownej) normalności. Reżyser obrazuje prześladowania, jakich bezkarnie dopuszcza się część obywateli Czeczenii na osobach nieheteronormatywnych, w tym na członkach własnych rodzin. Napędzani mową nienawiści przez Ramzana Kadyrowa, przywódcę autonomicznej republiki, nie cofną się nawet przed dokonaniem zabójstwa. W tej przerażającej rzeczywistości działają jednak prawdziwi bohaterowie naszych czasów – rosyjscy aktywiści, organizujący dla represjonowanych nielegalne ucieczki z kraju. Twórca przedstawia ich walkę i cierpienie ofiar z wielkim wyczuciem. Udaje mu się arcytrudna sztuka, czyli połączenie ważnego tematu i analizy społecznej z perspektywą jednostek, przy jednoczesnym utrzymaniu nerwu narracyjnego. Jeśli film dokumentalny może wpływać na wyobraźnię zbiorową, to tylko taki jak Witamy w Czeczenii: stawiający na baczność i wzbudzający autentyczny strach.

Dżentelmeni |Mateusz Tkaczyk

Być może Guy Ritchie skończył się już dawno temu, a jego poczucie humoru nie jest już tak błyskotliwe jak kiedyś, jednak ten rok – z wiadomych względów – nie obfitował w premiery kinowe i Dżentelmeni są dla mnie o tyle wyjątkowi, iż udało mi się ich zobaczyć tuż przed lockdownem. W zasadzie to wystarczy, aby w moim rankingu dzieło Brytyjczyka znalazło się na szczycie podium. Podejrzewam, że nie wszystkich to może przekonać, więc nie pozostaje mi nic innego jak wspomnieć o fenomenalnym aktorstwie, charakterystycznej narracji pełnej przaśnych dialogów oraz humorze, który jednych może urazić, a innych rozbawić do łez.

Guy Ritchie wciąż jest w formie, wciąż umie z lekkością podejmować nieco bardziej drażliwe tematy i jeśli jakikolwiek film może, choć na chwilę, uprzyjemnić przymusowy areszt domowy, z pewnością będą to nienagannie ubrani Dżentelmeni.

Eternal Beauty | Sabina Tkacz

Schizofrenia paranoidalna, z którą mierzy się Jane (Sally Hawkins) zniekształca umysł, pochłania duszę, plącze zmysły. Odtrącona przez rodzinę i zdradzona przez najbliższych kobieta poszukuje utraconej miłości, coraz bardziej zatracając się w chorobie. Wyimaginowany głos ukochanego wydobywający się ze słuchawki czerwonego telefonu przynosi tylko chwilowe ukojenie. Tragikomiczny zapis losów Jane stanowi przeciwwagę dla patetycznych produkcji, w których bohaterowie mierzący się z zaburzeniami psychicznymi zostają sprowadzeni jedynie do roli ofiary lub oprawcy, a sama choroba jawi się w nich jako wyrok skazujący.

Pod kątem wrażliwości dzieło Craiga Robertsa budzi skojarzenia z Amelią Jeana-Pierra Jeuneta, natomiast w warstwie wizualnej nawiązuje do twórczości Wesa Andersona i Michela Gondry’ego, co w połączeniu z kalejdoskopem życiowych doświadczeń barwnych postaci drugoplanowych czyni ten film wyjątkowym.