W naszym zestawieniu znalazły się filmy, które w mijającym roku miały polską premierę w dystrybucji kinowej, na festiwalach lub platformach streamingowych. Kolejność przypadkowa.
Na rauszu | Justyna Leszek
Czy rzeczywiście urodziliśmy się ze zbyt małą ilością alkoholu we krwi? Najnowszy film Thomasa Vinterberga to nie tylko znakomita opowieść o kulturowej roli alkoholu (także poza Danią), ale przede wszystkim bezwarunkowa celebracja życia, szczególnie w momencie kryzysu wieku średniego. A wszystko to doskonale wyważone, zaskakujące i bez moralizowania. I oczywiście jak zawsze fantastyczny Mads Mikkelsen. Naprawdę, jedyną rzeczą, która jest w stanie uratować ten rok jest finał Na rauszu. Po to powstało kino.
DAU. Natasza | Joanna Krygier
Związek Radziecki, tajny instytut, eksperymenty oraz wódka lejąca się strumieniami – w tym roku nie znajdziemy lepszej, filmowej mieszanki wybuchowej. W pierwszym rozdziale epopei na temat ojczyzny Lwa Landaua, fizyka nagrodzonego Noblem, przyglądamy się wycinkowi z życia Nataszy, właścicielki kantyny pracowniczej. Przysłuchujemy się jej pijackim dysputom z młodszą koleżanką, przyłapujemy na szlochaniu, podglądamy w trakcie stosunku z naukowcem, współodczuwamy dyskomfort podczas przesłuchania.
Wszystko to w oparach papierosowego dymu i w atmosferze komunistycznej beznadziei. Historia Nataszy to zaproszenie do sięgnięcia po kolejne części wielkiego projektu DAU Ilji Chrzanowskiego nie tylko w celu dalszej eksploracji wykreowanego miasta-instytutu, ale być może jeszcze głębszego pogrążenia się w radzieckim marazmie życia codziennego.
Biały, biały dzień | Lila Popielarz
Najnowszy film islandzkiego reżysera Hlynura Pálmasona to obserwacja człowieka, którego żałoba po stracie żony zostaje przerwana stopniowym odsłanianiem skrywanej przez nią tajemnicy. Bohater próbuje funkcjonować w coraz bardziej nieprzyjaznym mu świecie, spychając na margines swój gniew, aby zrobić miejsce na smutek. Nieprzepracowana żałoba, poczucie osamotnienia i inne wyciszane emocje zdają się narastać w bohaterze – ich podskórna, pulsująca obecność zaczyna udzielać się widzowi, przełamując dystans pomiędzy nim a utworem oraz stwarzając przeczucie nadciągającej katastrofy.
Surowy islandzki krajobraz, puste drogi, rozległe jałowe przestrzenie, tunele bez końca – wszystko to podkreśla pozorną pustkę emocjonalną postaci, równocześnie zdradzając widzowi obecność ukrytej za mgłą intensywności skumulowanych uczuć. To, czego szukam w oglądanych przeze mnie filmach, to momenty chwilowego zatrzymania, swoistej kinowej dygresji, która odwraca nasze myślenie od przyczynowo-skutkowych meandrów fabuły, pozwalając na zatopienie się we własnych emocjach. W takich czysto wizualnych i dźwiękowych momentach, mimo że pozornie niezwiązanych z fabułą, możemy odszukać esencję dzieła Islandczyka.
Nasz czas | Wojciech Tutaj
Kino Carlosa Reygadasa wzbudza skrajne emocje, ale najnowszy film reżysera może zmienić ten stan rzeczy. Żaden z dotychczasowych utworów Meksykanina nie wydaje się tak przystępny i otwarty na widza jak Nasz czas – wielowymiarowy traktat o małżeństwie, druzgocąca krytyka maczyzmu, introspekcyjna podróż w głąb życia samego twórcy.
Mistrz neomodernizmu udowadnia, że potrafi się przeobrazić i z niebywałą swobodą snuć narrację na własnych zasadach. Zrealizował dzieło bezkompromisowe, ocierające się o wybitność, wymykające się wszelkim schematom dramaturgicznym. Tylko dojrzały i świadomy możliwości (oraz ograniczeń) medium autor jest w stanie opowiadać równie zamaszyście, intymnie, przeszywająco. W lustrze Naszego czasu Reygadas odbija nie tylko wizerunek swój i żony, ale każdego, dorosłego człowieka – uwikłanego w role społeczne i płciowe oraz szukającego wolności w relacjach z innymi.
Konfucjańskie marzenia | Joanna Krygier
Na pierwszy rzut oka dokument Mijie Li wydaje się niepozorny, ale w rzeczywistości traktuje o najważniejszych bolączkach współczesnego człowieka. Na przykładzie młodej chińskiej rodziny reżyserka podejmuje wiele wątków: obserwuje napięcia między tradycją i religią a nastawioną na zysk i efektywność nowoczesnością, przygląda się funkcjonowaniu jednostki w sztywnych ramach politycznego i społecznego systemu, bada znaczenie relacji międzypokoleniowych, opisuje kryzys małżeński.
Z każdym z bohaterów Konfucjańskich marzeń – poszukującą głębszego sensu w życiu Chaoyan, sceptycznym wobec jej nagłego, niekiedy ocierającego się o dewocję przebudzenia duchowego mężem czy zagubionym w świecie społeczno-rodzinnych zależności kilkuletnim synkiem pary – można się utożsamić. Państwo Środka staje się tu tylko symboliczną areną, na której rozgrywają się znajome każdemu emocjonalne i duchowe pojedynki.
Żegnaj, mój synu |Paweł Kędziora
Spoglądając na kinowe i festiwalowe seanse przemijającego powoli roku, nie mogłem uciec od nawracającej potrzeby refleksji nad filmem Żegnaj, mój synu. W swoim najnowszym, epickim dziele Wang Xiaoshuai ukazuje ponad trzy dekady przemian Państwa Środka przez pryzmat intymnej historii dwóch par, które nierozerwalnie połączyła cicha, życiowa tragedia.
Reżyser, ukazując losy bohaterów w sposób niechronologiczny, kieruje się emocjonalną ciągłością, która melancholijnie spaja ze sobą ich zakurzone i świeże wspomnienia. Choć ten odważny zabieg narracyjny w zestawieniu z ponad trzygodzinnym metrażem może odstraszyć niejednego widza, jestem pewien, że ta uniwersalna, ujmująca historia o żalu, akceptacji i wybaczeniu oczaruje każdego miłośnika kina.
Witamy w Czeczenii | Wojciech Tutaj
Dokument Davida France’a świadczy o tym, że nasz świat coraz bardziej oddala się od (umownej) normalności. Reżyser obrazuje prześladowania, jakich bezkarnie dopuszcza się część obywateli Czeczenii na osobach nieheteronormatywnych, w tym na członkach własnych rodzin. Napędzani mową nienawiści przez Ramzana Kadyrowa, przywódcę autonomicznej republiki, nie cofną się nawet przed dokonaniem zabójstwa. W tej przerażającej rzeczywistości działają jednak prawdziwi bohaterowie naszych czasów – rosyjscy aktywiści, organizujący dla represjonowanych nielegalne ucieczki z kraju. Twórca przedstawia ich walkę i cierpienie ofiar z wielkim wyczuciem. Udaje mu się arcytrudna sztuka, czyli połączenie ważnego tematu i analizy społecznej z perspektywą jednostek, przy jednoczesnym utrzymaniu nerwu narracyjnego. Jeśli film dokumentalny może wpływać na wyobraźnię zbiorową, to tylko taki jak Witamy w Czeczenii: stawiający na baczność i wzbudzający autentyczny strach.
Dżentelmeni |Mateusz Tkaczyk
Być może Guy Ritchie skończył się już dawno temu, a jego poczucie humoru nie jest już tak błyskotliwe jak kiedyś, jednak ten rok – z wiadomych względów – nie obfitował w premiery kinowe i Dżentelmeni są dla mnie o tyle wyjątkowi, iż udało mi się ich zobaczyć tuż przed lockdownem. W zasadzie to wystarczy, aby w moim rankingu dzieło Brytyjczyka znalazło się na szczycie podium. Podejrzewam, że nie wszystkich to może przekonać, więc nie pozostaje mi nic innego jak wspomnieć o fenomenalnym aktorstwie, charakterystycznej narracji pełnej przaśnych dialogów oraz humorze, który jednych może urazić, a innych rozbawić do łez.
Guy Ritchie wciąż jest w formie, wciąż umie z lekkością podejmować nieco bardziej drażliwe tematy i jeśli jakikolwiek film może, choć na chwilę, uprzyjemnić przymusowy areszt domowy, z pewnością będą to nienagannie ubrani Dżentelmeni.
Eternal Beauty | Sabina Tkacz
Schizofrenia paranoidalna, z którą mierzy się Jane (Sally Hawkins) zniekształca umysł, pochłania duszę, plącze zmysły. Odtrącona przez rodzinę i zdradzona przez najbliższych kobieta poszukuje utraconej miłości, coraz bardziej zatracając się w chorobie. Wyimaginowany głos ukochanego wydobywający się ze słuchawki czerwonego telefonu przynosi tylko chwilowe ukojenie. Tragikomiczny zapis losów Jane stanowi przeciwwagę dla patetycznych produkcji, w których bohaterowie mierzący się z zaburzeniami psychicznymi zostają sprowadzeni jedynie do roli ofiary lub oprawcy, a sama choroba jawi się w nich jako wyrok skazujący.
Pod kątem wrażliwości dzieło Craiga Robertsa budzi skojarzenia z Amelią Jeana-Pierra Jeuneta, natomiast w warstwie wizualnej nawiązuje do twórczości Wesa Andersona i Michela Gondry’ego, co w połączeniu z kalejdoskopem życiowych doświadczeń barwnych postaci drugoplanowych czyni ten film wyjątkowym.