Pomimo rozpoznawalności, która psuje szyki Sachy Baronowi Cohenowi, w Kolejnym filmie o Boracie (2020, J. Woliner) Borat Sagdiyev po raz drugi udał się z misją do Stanów Zjednoczonych. Tym razem w podróży towarzyszy mu jednak ktoś jeszcze. Oto bowiem amerykańskiej kultury zasmakuje jego córka Tutar (Maria Bakalova). Jak wpłynie to na ich relację i na scenę polityczną tego – nie tylko w czasach pandemii – chorego kraju?
Nie ma chyba drugiego tak kontrowersyjnego twórcy w świecie komedii jak Sacha Baron Cohen. Chociaż do niedawna jeszcze zredukowany do zielonego mankini z pierwszego Borata, z perspektywy czasu i późniejszej twórczości doskonale widać, jak komik uderza w czułe punkty, pojawiając się wtedy, gdy – jak sam mówi – demokracja wisi na włosku. Cohen, absolwent historii na Uniwersytecie w Cambridge, dał się już przecież poznać prywatnie jako lewicowiec głośno wypowiadający się przeciwko administracji Donalda Trumpa czy Markowi Zuckerbergowi, przyzwalającemu na facebookową propagandę i szerzenie fake newsów. Spoglądając jednak wstecz na wszystkie wcielenia artysty, jak na dłoni widać obnażane przez komika społeczne nastroje i polityczne patologie: Ameryka pod rządami Busha (Borat…, 2006, L. Charles), homofobia i świat celebrytów (Brüno, 2009, L. Charles) czy prezydentura Trumpa i – choć nie bez spojrzenia także na drugą stronę barykady – działalność polityków Partii Republikańskiej (Who Is America?; 2018, Showtime).
I to właśnie do tego ostatniego, serialowego projektu Kolejnemu filmowi o Boracie jest chyba najbliżej. Po premierze Who Is America? głośno było między innymi o Dicku Cheneyu, którego wcielający się w jedną ze swoich postaci Cohen skłonił do złożenia autografu na zestawie do podtapiania torturowanych (w nawiązaniu do tortur, których dopuszczało się CIA na więźniach po 11 września). Teraz „ofiarą” komika padli najbliżsi współpracownicy Trumpa: były wiceprezydent Mike Pence oraz przede wszystkim prawnik poprzedniego prezydenta – Rudy Giuliani. A wszystko oczywiście podlane odpowiednią dawką humoru, najczęściej grubiańskiego. Wydaje się bowiem, iż cały ten cyrk najlepiej przedstawi nam właśnie klaun.
Sacha Baron Cohen ma sposób na wszystko. Rozpoznawalność Borata wpisuje on w filmowe ramy tak samo jak pandemię koronawirusa, która wybuchła w trakcie zdjęć, stając się przyczynkiem do zaadresowania szerzących się na jej temat nieprawdziwych informacji. W jednej ze scen filmu dwoje Republikanów, u których Borat zostaje na czas lockdownu, wskazuje na zawarte w książce z Kazachstanu teorie spiskowe, jednocześnie pozostając ślepymi na te, które sami wyznają. Wspomnieć należy także o piosence, nawołującej między innymi do zarażenia „grypą z Wuhan” Baracka Obamy, z wielkim uznaniem wykonanej przez udającego piosenkarza country Cohena na marszu prawicowej bojówki. Utwór ten zresztą w nieoczekiwanym rozwoju wydarzeń znalazł się na oscarowej shortliście w kategorii „Najlepsza piosenka oryginalna”. Cóż, na nominację pozostaje liczyć chociażby dlatego, by zobaczyć występ Cohena na transmitowanej na całym świecie gali.
Wszystko to jednak dzieje się niejako na drugim planie. Kolejny film o Boracie jest bowiem głównie wzruszającą historią o relacji ojca i córki. Oczywiście wzruszającą w stylu Borata. Wprowadzenie postaci Tutar staje się punktem wyjścia do będącej krytyką patriarchatu opowieści. Samostanowienie kobiet to najważniejszy temat filmu. Zapatrzona w Melanię Trump bohaterka dostaje szansę na emancypację i wyjście z klatki (dosłownie). Scena w klinice pro-life Women’s Health Center powoduje u widza szok, ale głęboko niepokoją także takie artefakty patriarchatu jak pokazany w filmie bal debiutantek. Jak widać Palm Springs (2020, M. Barbakow) nie jest jedynym zeszłorocznym filmem o pętli czasowej. Południe Stanów Zjednoczonych również utknęło w miejscu.
Te i inne elementy z pewnością nie wybrzmiałyby jednak odpowiednio, gdyby nie jedna osoba – Maria Bakalova. Wcielająca się w córkę Borata bułgarska aktorka w istocie zasługuje na wszystkie nominacje i nagrody, jakimi obsypano ją po premierze filmu. Wybrana do roli spośród 600 aktorek, Bakalova żwawo dotrzymuje kroku Cohenowi, ujawniając nie tylko niezwykły talent komediowy i zdolność improwizacji, ale przede wszystkim odwagę (w końcu rozmowa z Giulianim zakończyła się ucieczką przed wezwaną przez niego policją). Aktorka jest absolutnym objawieniem i miejmy nadzieję, że Hollywood będzie dalej miało na nią jakiś pomysł. Tutar jest sercem Kolejnego filmu…, a jej drogę ogląda się z równym zaangażowaniem, co kolejne wyczyny Cohena. A tych znajdziemy tutaj pod dostatkiem.
Od początku kontrowersyjne było zaangażowanie do produkcji niestety nieżyjącej już, ocalałej z Holocaustu Judith Dim Evans, której dedykowany jest film. Reprodukujący stereotypy na temat Żydów i przejmujący internetową, denialistyczną retorykę Borat, wbrew swoim oczekiwaniom spotyka zupełnie niegroźną kobietę. Na planie filmu Sacha Baron Cohen, który sam jest pochodzenia żydowskiego, z szacunku dla Evans po raz pierwszy złamał własną zasadę i ujawnił swoją tożsamość. Czytając tego rodzaju doniesienia oraz widząc wyświetloną na końcu filmu planszę z ostrzeżeniem vote or be execute, jasnym staje się, że Borat ma serce po dobrej stronie, bo niczym superbohater pojawia się w chwilach kryzysu. Strzeżcie się, bo lepiej, żeby Sacha Baron Cohen grzmiał i śmiał się z wami, a nie z was.
Justyna Leszek